Produkt edukacyjny musi być dobrze zaprojektowany

Czym się różni produkt edukacyjny od informacyjnego – i co z tego wynika dla edukatorów?

Wiele osób działających w branży edukacyjnej – tworzących kursy, e-booki i webinary – tak naprawdę sprzedaje dostęp do informacji. Tak zresztą wskazuje najpopularniejsze w tym obszarze hasło: zarabiaj na swojej wiedzy. Tyle że dziś sama wiedza już nie jest taką wartością: internet rozpowszechnił dostęp do informacji, a sztuczna inteligencja sprawiła, że w kilka sekund możemy wygenerować odpowiedź na dowolne pytanie. Tylko co z tego, jeśli za wiedzą nie idzie żadne działanie? W życiu takiego konsumenta informacji nic się nie zmienia. Żeby miało szansę się zmienić – o, tu już potrzebujemy uczenia (się), a nie samego informowania. Jak nie wpaść w tę pułapkę w pracy edukatora? Czytaj dalej!

To naprawdę merytoryczny materiał
(tylko przypomina wykład na studiach)

Jeśli ludzie kupują Twoje produkty, ale zauważasz, że potem ich nie kończą, nie piszą opinii i nie polecają, być może tworzysz właśnie produkty informacyjne zamiast edukacyjnych. To jak z wykładami na studiach: co z tego, że prowadzi je utytułowany profesor z milionem specjalistycznych publikacji na koncie, jeśli już po kilku minutach nie jesteś w stanie skupić się na tym, co mówi, i w dodatku nijak ma się to do Twojego życia?

Twój kurs może być pełen wartościowej wiedzy, ale ludzie (zwłaszcza dorośli!) nie będą z niego korzystać, jeśli od pierwszego kontaktu nie zobaczą szansy na realną zmianę w ważnym dla nich obszarze.

Możesz poświęcić mnóstwo czasu, przygotować 10 modułów, PDF-y, nagrania, a nadal będzie to produkt informujący, jak pisać skuteczny newsletter, po przeczytaniu którego ktoś pokiwa głową i go odłoży. A tydzień później nadal nie będzie mieć wysłanego pierwszego maila. Bo nie potrzebował więcej informacji, tylko poprowadzenia w działaniu.

Czym jest produkt informacyjny?

To inaczej produkt typu „wiem, że”. Jego sednem jest przekazanie określonego zasobu wiedzy na dany temat, np.:

  • kurs: 5 strategii na promowanie lead magnetu,
  • webinar: najlepsze edytory wideo i ich funkcje,
  • e-book z listą narzędzi AI,
  • PDF z 30 pomysłami na rolki,
  • audio tłumaczące podstawy inwestowania.

Odbiorca produktu informacyjnego znajdzie w nim odpowiedzi na pytania typu: co? dlaczego? jakie są możliwości? – bo celem takiej formy jest uporządkowanie wiedzy, wyjaśnienie lub zainspirowanie. Taki produkt sam w sobie nie musi prowadzić do działania (przypomnij sobie zestaw zakupionych cyfrowych treści, które „kiedyś przetestujesz”, a jednak nie stało się to od miesięcy – też to znam!).

Po takim produkcie odbiorca myśli „wiem więcej”, ale często tylko na takim podbudowaniu siebie przez pozorne działanie się kończy. Pułapka „jeszcze tylko jeden kurs i zacznę”, here we are.

Nie będę jednak demonizować produktów informacyjnych. One nadal dobrze się sprawdzą, ale w określonym celu: jako lead magnet czy mały produkt w pierwszym kontakcie z marką, kiedy odbiorca dopiero rozpoznaje problem.

W takim razie czym jest produkt edukacyjny?

Najprościej do zapamiętania: to produkt typu „umiem i robię”. Jego głównym celem jest doprowadzenie odbiorcy do konkretnej zmiany (kluczowa rzecz przy projektowaniu: transformacja). Żeby produkt uczył, nie może kończyć się na samym przekazaniu wiedzy.

To dobrze zaprojektowany miks informacji, powtórek, praktyki na zaproponowanych przykładach, wdrożenia w kontekście odbiorcy i wsparcia w utrzymaniu motywacji – a to wszystko w odpowiedniej kolejności i dawce tylko takiej, jaka jest niezbędna do osiągnięcia obiecywanego rezultatu. W ten sposób odbiorca przechodzi od „wiem, że” do „wiem, jak i działam”.

Spójrz na przykład! Zamiast e-booka „Jak pisać skuteczny newsletter”, produkt edukacyjny może zawierać:

  • drzewko decyzyjne: wybór tematu pierwszego maila,
  • ćwiczenie do napisania nagłówka,
  • szablon do dostosowania swoich sekcji,
  • checklistę, co sprawdzić, zanim klikniesz wyślij,
  • zadanie: wyślij newsletter do końca tygodnia.

Po przerobieniu takiego produktu odbiorca nie tylko rozumie temat. Ma za sobą pierwszą próbę, pierwsze błędy i pierwszy efekt.

Ta sama wiedza, dwa zupełnie różne produkty – widzisz różnicę?

Przykład 1: kurs językowy

Produkt informacyjny:Produkt edukacyjny:
lista 100 słówek,
nagranie z wyjaśnieniem zagadnień gramatycznych,
PDF „Jak się uczyć języka”.
wideo a la scenki do odegrania z lektorem,
gotowy plan nauki 15 minut dziennie z rozpisanymi powtórkami,
fiszki w aplikacji online,
zadanie: nagraj wiadomość głosową,
rytuał włączenia języka do codzienności.


Przykład 2: kurs dietetyczny

Produkt informacyjny:Produkt edukacyjny:
e-book „Jak zdrowo się odżywiać”
lista najważniejszych zasad żywieniowych,
PDF z dobrymi i złymi produktami z marketów,
nagranie o komponowaniu makroskładników.
określenie celu uczestnika (np. regularne posiłki, redukcja, więcej energii),
arkusz analizy obecnych nawyków uczestnika,
zadanie: zaplanuj 3 dni swoich posiłków według prostego schematu,
gotowe szablony posiłków do modyfikacji,
ćwiczenie: zrób zakupy według listy i przygotuj 2 dni jedzenia,
wsparcie w utrzymaniu nawyku (np. check-in po tygodniu na grupie kursantów).


Myślę, że już na pierwszy rzut oka widzisz, że odbiorca produktów informacyjnych czyta, ogląda, słucha, a w przypadku produktów edukacyjnych planuje, testuje i ocenia.

A jak jest w Twoim produkcie?

W generalnym rozeznaniu pomogą Ci poniższe pytania:

  • Czy wiesz, jaki efekt ma osiągnąć uczestnik po tygodniu lub miesiącu?
  • Czy po Twoim produkcie odbiorca wie więcej czy jest w stanie pokazać konkretny efekt swojej pracy?
  • Czy w toku pracy z produktem przewidziałaś moment, w którym odbiorca będzie miał wdrożyć wiedzę (i pokazujesz mu, jak przełożyć ją na jego własny kontekst)?
  • Czy produkt zawiera ćwiczenia bądź skłania do podejmowania decyzji i działań?
  • Czy ktoś może „zużyć” Twój produkt, czy tylko go przeczytać/obejrzeć?

Im więcej odpowiedzi „nie wiem” lub „nie”, tym bardziej prawdopodobne, że masz dziś produkt informacyjny.

Co z tego wynika dla Ciebie jako edukatorki?

Przede wszystkim, to co najczęściej powtarzam moim klientom: nie musisz dodawać więcej treści. Najczęściej naprawdę potrzebujesz mniej, ale lepiej uporządkowanych. Dlatego nie warto zaczynać od pytania „co chcę przekazać?”.

Lepiej zastanów się nad tym:

  • co uczestnik ma zrobić po tym produkcie?
  • co będzie dla niego najtrudniejsze?
  • gdzie utknie bez Twojego wsparcia?

Nawet jeśli Twoje dotychczasowe produkty przypominały bardziej informacyjne i świetnie się sprzedawały, teraz ta tendencja może się zachwiać, bo dostęp do wiedzy już nie jest palącym problemem. Natomiast to może być świetna baza, wymagająca jedynie liftingu, aby stworzyć angażujący produkt edukacyjny. (Pewnie też to obserwujesz w onlajnach, że coraz więcej ekspertów buduje zamknięte społeczności, prowadzi sprinty live czy programy grupowe, w których największą wartością jest przestrzeń bezpośredniego kontaktu z żywym człowiekiem).

W obliczu miliona materiałów kurzących się na naszych wirtualnych półkach coraz bardziej jesteśmy skłonni kupować nadzieję, że tym razem ktoś pomoże nam naprawdę ruszyć z miejsca z ważnym dla nas tematem.

Jeśli Twój produkt dziś głównie tłumaczy, być może potrzebuje jeszcze jednej warstwy: dobrze zaprojektowanego doświadczenia uczenia się. Właśnie nad tym pracuję z ekspertami w programie „Od pomysłu do produktu”. Pomagam zamienić wiedzę w produkt, który nie kończy się na przeczytaniu kilku rozdziałów czy obejrzeniu modułów, ale daje odbiorcom realną zmianę.

Czasem wystarczy kilka decyzji: wyrzucić nadmiar informacji, dodać praktykę/wdrożenie i uporządkować drogę uczestnika – ale nie musisz kminić nad tym sama (lub odkładać temat na wieczne nigdy – btw, chyba najbardziej docenianą rzeczą w moich współpracach jest fakt, że umówione spotkania motywują i edukatorzy wcielają w rzeczywistość rzeczy, o których myśleli już od dawna!).

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *