Edutainment – czym jest i jak go wykorzystać?
Dlaczego bez problemu potrafimy obejrzeć trzy odcinki serialu z rzędu, ale trzydziestominutowe szkolenie online wydaje się ciągnąć w nieskończoność? Czy to znaczy, że dalsze rozwijanie się już nas nie kręci? A może mamy dość szkolnego systemu wykładów?
Pamiętam ze swoich studiów naprawdę świetne wykłady profesorki od językoznawstwa współczesnego i inne, dotyczące mechanizmów społecznych. Jednocześnie psychologia rozwojowa (mój special intrest, dla którego poszłam później na podyplomówkę) w ramach specjalizacji nauczycielskiej była jedną z najnudniejszych godzin tygodnia. Sama forma wykładu nie była problemem. Moje wspomnienia z konkretnych przedmiotów bezpośrednio zależą od tego, jak dany wykładowca potrafił zaprojektować swoje zajęcia.
Dzisiaj myślę, że studenci mają z wykładami jeszcze większy problem, bo coraz bardziej przyzwyczajamy się do cliffhangerów z seriali, 5 kroków do… z tutoriali i baitowych nagłówków z postów. To określone sposoby budowania uwagi i nic dziwnego, że potem podobnych doświadczeń oczekujemy również od edukacji.
Jedną z odpowiedzi na tę potrzebę jest edutainment
Edutainment to pojęcie utworzone z połączenia angielskich słów education (edukacja) i entertainment (rozrywka), czyli będą to wszystkie formy uczenia wykorzystujące elementy rozrywki. Mimo że kariera tego określenia jest zdecydowanie współczesna, to sama koncepcja sięga wielu wieków wstecz: żeby wspomnieć tylko oświeceniowe bawiąc uczyć, wykorzystywane przez Krasickiego w bajkach i satyrach czy koncepcję uczenia przez zabawę, która w pedagogice rozwijała się od XIX wieku.
O formie typu edutainment mówimy, gdy – aby przekazać treści edukacyjne – korzystamy z jakiejś formy rozrywki: gry, filmu, muzyki, przedstawienia, konkursu, quizu czy różnego typu programów bądź portali edukacyjnych. Także cała narracja wokół mediów społecznościowych próbuje przekonać nas, że to po prostu interesująca i przystępna w konsumpcji wiedza.
Tutaj jednak kryje się pułapka zbyt płytkiego potraktowania tematu. Bo gdy skupimy się przede wszystkim na rozrywkowej formie, łatwo dojść do wniosku, że powinniśmy robić jak najwięcej śmiesznych rolek czy quizów na podsumowanie kursów. By świadomie podejść do wykorzystania koncepcji edutainment w swojej pracy eksperckiej, nie możemy zapomnieć, że elementy rozrywkowych, angażujących doświadczeń to tylko narzędzia, które mają ułatwić uczenie się i zwiększyć szansę na trwałą zmianę u naszych odbiorców.
Sednem edutainment nie jest zabawa, tylko zaangażowanie.
Chodzi przede wszystkim o takie skomponowanie treści, by odbiorca chciał wniknąć w temat głębiej, na dłużej. Poniżej znajdziesz 5 mechanizmów, które pozwalają zaprojektować doświadczenie uczenia się w taki sposób, by zaangażować odbiorcę treści. Możesz wykorzystać je niezależnie od formy produktu – w kursie, newsletterze, podcaście, webinarze czy workbooku.
1. Ciekawość
Mózg nie lubi niedomkniętych historii. Kiedy pojawia się pytanie, zagadka albo obietnica rozwiązania problemu, naturalnie chcemy poznać odpowiedź. Dlatego tak bardzo lubimy kryminały czy podcasty narracyjne i to właśnie z tego powodu nie potrafimy się zatrzymać odtwarzania, gdy Netflix automatycznie włącza nam kolejny odcinek serialu.
Jak możesz wykorzystać to w swoich produktach?
Na początku materiału zajaw problem, który Twój odbiorca chce rozwiązać. Zaprezentuj mu wizję „po”, aspirację, którą chciałby zrealizować i pokaż, jak przejście przez cały materiał pozwoli mu się do tego zbliżyć. Z tego mechanizmu możesz skorzystać w pierwszej lekcji kursu lub modułu, na otwarcie webinaru, we wstępie newslettera lub podcastu.
Przykład: Mechanizm małej językowej zagadki wykorzystuje Agata Uczy w swoim newsletterze o nauce hiszpańskiego. Zawsze na początku maila zostawia pytanie o jakieś słówko/formę gramatyczną, a poprawną odpowiedź umieszcza dopiero na końcu maila. Jednocześnie czytelnik może się sprawdzić i jest zmotywowany, by przeczytać materiał do końca.
Pytanie dla Ciebie:
W którym miejscu swojej komunikacji lub produktu możesz wykorzystać mechanizm niedomkniętej historii? Zaprojektuj teraz co najmniej jedną taką zmianę.
2. Emocje
Łatwiej zapamiętujemy informacje, które wywołują emocjonalną reakcję: wzruszenie, śmiech, zaskoczenie czy które sprawiają, że identyfikujemy się z bohaterem (stąd te popularne początki w stylu „Też masz tak…” albo „Zdarzyło Ci się kiedyś…”). Emocje pomagają nadać wiedzy znaczenie i utrzymują ją w pamięci.
Jak możesz wykorzystać to w swoich produktach?
W swoich artykułach, wystąpieniach czy kursach odwołuj się do konkretnych historii, które odbiorca łatwo może sobie wyobrazić (case studies, historie klientów, własne doświadczenia), dzięki temu, że nie tylko zrelacjonujesz sytuację, ale też podasz konkretne reakcje emocjonalne (frustrowało mnie…, dopiero wtedy poczuła dumę…, dotarłam do ściany i miałam ochotę rzucić to w…).
Przykład: Czytałam mnóstwo książek o kryzysie uwagi, ale żadnej nie oceniłam tak wysoko jak Złodziei Johanna Hari’ego. Czy autor zdobył jakieś przełomowe informacje? No nie, ale zdecydowanie ma dar tworzenia wciągającej emocjonalnie opowieści, zwłaszcza że prace nad książką wypłynęły z jego osobistego przytłoczenia nadmiarem informacji, od czego zaczyna. A rozmowy z kolejnymi ekspertami i wnioski są tak naprawdę zapisem jego własnej drogi do odzyskania kontroli nad swoją uwagą.
Duma czy satysfakcja to również odczucia, które będą wspierały zaangażowanie odbiorcy w proces uczenia się. To z tego powodu tak dobrze działają wszystkie apki z mechanizmami rankingów, zdobywania kolejnych leveli czy przedłużania streaków. Nie musisz mieć do tego automatycznych mechanizmów. Możesz po prostu zaprojektować swój kurs jak grę do przejścia albo ukryć w workbooku elementy hasła, które np. odblokowuje dodatkowe materiały (tu połączysz dające satysfakcję odhaczanie z ciekawością, co kryje się na końcu!).
Pytanie dla Ciebie:
Który fragment Twojego produktu uczestnik opowiedziałby później znajomemu jako coś, co go zaskoczyło, zafascynowało?
3. Działanie
Jeśli nie od dziś działasz w edukacji, to pewnie doskonale wiesz, że najwięcej uczymy się wtedy, gdy działamy: wykonujemy zadanie, podejmujemy decyzję lub rozwiązujemy problem. Samo oglądanie czy słuchanie zwykle nie wystarcza i produkty bez warstwy praktycznej rzadko kiedy przekładają się na jakąkolwiek transformację u odbiorcy.
Jak możesz wykorzystać to w swoich produktach?
Skup się na projektowaniu produktów edukacyjnych a nie informacyjnych. O różnicy między nimi pisałam już wcześniej na blogu, w tym artykule.
Przykład: Duolingo praktycznie od pierwszych minut prowadzi użytkownika przez krótkie ćwiczenia zamiast długich wyjaśnień gramatycznych, a jeszcze częściej po prostu pokazuje przykłady i prosi o stworzenie analogicznej formy (np. liczby mnogiej albo odmiany w jakimś czasie). Zamiast informacji „odmienia się tak”, uczeń ma zauważyć wzorzec i odtworzyć go we własnym przykładzie.
Pytanie dla Ciebie:
Po ilu minutach od rozpoczęcia nauki z Twoim produktem uczestnik robi pierwszą rzecz samodzielnie?
4. Tworzenie
Jeszcze głębiej uczymy się wtedy, gdy z wiedzy powstaje coś własnego: tekst, projekt, plan działania czy strategia. Dzięki przetwarzaniu informacji i nadawaniu im własnej formy nie tylko zapamiętujemy nowe treści, ale od razu obserwujemy efekty (to w sumie poziom master, bo łączy działanie i sprawczość, a do tego angażuje emocjonalnie, gdy zadanie dotyczy codzienności i sytuacji kursanta).
Jak możesz wykorzystać to w swoich produktach?
Zamiast projektować wymyślone scenariusze, spróbuj stworzyć zadanie do osadzenia w rzeczywistości odbiorcy (na pewno wymaga dobrej znajomości grupy docelowej i pewnie testów wersji beta). Takie workbooki, kursy czy programy grupowe sprawią, że uczestnik zaangażuje się ze względu na namacalną korzyść/zmianę, jednocześnie mając swego rodzaju plac zabaw, bez wielkiego ryzyka dla biznesu czy wizerunku.
Przykład: Kasia Mistacoglu prowadziła kiedyś program Content LAB w formule codziennych mini zadań w kalendarzu Notion. Każda teoria, strategia czy technika marketingowa była tam przekładana od razu na 15-minutowe zadanie w stylu „co zmienisz/jak to napiszesz u siebie”. Uczestniczki kończyły program z własną strategią komunikacji, pełnym bankiem pomysłów i pierwszymi postami na koncie.
Pytanie dla Ciebie:
Co uczestnik stworzy dzięki Twojemu produktowi?
5. Relacje
Ludzie chętniej uczą się, gdy nie są sami. W grupie raźniej i luźniej! Możliwość obserwowania innych, wymiany doświadczeń i wzajemnego motywowania zwiększa zaangażowanie, stąd silny obecnie trend na tworzenie społeczności wokół produktów czy programów kohortowych.
Jak możesz wykorzystać to w swoich produktach?
Dobrym sposobem na odświeżenie produktu z oferty jest dorobienie do niego określonej w czasie ścieżki przerabiania. Wspólny start, może jakieś wyzwanie i regularne spotkania Q&A na rozwiązywanie problemów z wdrożeniem to magnes na wszystkich, którzy mają dosyć samotnego uczenia się przed ekranem.
Przykład: na pewno kojarzysz wysyp informacji o dostaniu się na kurs o AI od Google’a, a potem drugi wysyp certyfikatów. To właśnie przykład pracy w społeczności jednocześnie rozpoczynającej naukę w ramach kursu, gdzie z góry narzucone terminy motywują do systematycznej pracy. Społeczność można wykorzystać też mniej rygorystycznie, np. w kursie Portugalski start, w którym brałam udział, mogłam raz w miesiącu zapisać się na grupowe konsultacje językowe, które były de facto dodatkową lekcją na żywo, skupioną na konwersacjach i utrwalaniu podstaw z kursu. A do tego mogłam poznać inne osoby, które mają tę samą zajawkę językową.
Pytanie dla Ciebie:
Co możesz zrobić, by uczestnicy Twojego produktu mieli szansę uczyć się także od siebie nawzajem i wspólnie się motywowali?
Nie mam nic przeciwko podłapywaniu wątków z tego, co grzeje rozrywkę – sama chętnie oglądałam lekcje hiszpańskiego na bazie La casa de papel. Ale myślę, że masz dużo większe szanse na zapisanie się w pamięci swoich odbiorców, jeśli zamiast chwilowych trendów będziesz wykorzystywać mechanizmy zaangażowania do projektowania swoich produktów edukacyjnych.
Nie wiesz, jak zastosować edutainment w swojej branży lub temacie?
